sobota, 12 sierpnia 2017

Paradise Lost "Gothic"


Tuż po premierze "Lost Paradise", kwintet z Halifax komponował materiał w innym niż poprzednio kierunku, zarówno bogatszym i ciekawszym aranżacyjnie, ale bez szaleństw. W tym samym co rok wcześniej składzie, Paradise Lost nagrywa "Gothic" - swój drugi, studyjny album, którego premiera przypada w 1991 roku.
 
W tamtych czasach metal gotycki nie bywał jeszcze na tyle kiczowaty i "tani" jak teraz, a prezentował się zdecydowanie inaczej, na co chociażby wskazywała dosyć nietypowa oprawa graficzna zdobiąca "Gothic" i sama muzyka, która...w dalszym ciągu była równoznaczna z doom metalem. Pomimo mniejszej czytelności okładki, sposób wykonania przeważa nad tym z "Lost Paradise", prezentując się w znacznie ciekawszym stopniu. W przeciwieństwie do poprzedniczki, "Gothic" w pełni ukształtowała wczesny, doom/death metalowy okres w działalności Paradise Lost.
 
"Gothic" jest bez zwątpienia wyraźnym krokiem na przód względem "Lost Paradise". Nie zanikły pewne cechy charakterystyczne dla wczesnego Paradise Lost, Brytyjczycy podnieśli jednak poprzeczkę jeszcze wyżej i rozegrali cały materiał w znacznie ciekawszy niż poprzednio sposób. W zestawieniu szorstkich, doom metalowych riffów, wspartych mocnym growlingiem Nicka Holmesa i jedynych w swoim rodzaju solówek Gregora Mackintosha, zaskakują na "Gothic" nowości skryte pod postacią kobiecych partii wokalnych ("The Painless", "Gothic", "Dead Emotion") oraz orkiestracji ("Eternal", "Desolate"), dzięki czemu krążek nie zlewa się w jedno, a poszczególne kompozycje nie sprawiają problemu w rozróżnianiu między sobą. "Gothic" to kawał świetnej doom metalowej muzyki, okraszonej jednak staroświecką (a wręcz archaiczną) produkcją, na której cierpi całość longplaya.
 
Reasumując, w zaledwie rok od wydania "Lost Paradise", Paradise Lost zaliczył wyraźny progres w stosunku do debiutu, przez co muzyka zawarta na "Gothic" stała się znacznie bardziej interesująca i klimatyczna. Ci którzy trawią ciężki oraz ciekawy aranżacyjnie doom metal z niezbyt klarownym brzmieniem, bez wahania powinni sprawdzić czym dokładnie jest "Gothic".


Podsumowując:
Zalety:
+świetne, doom metalowe kompozycje
+wokal
+riffy
+solówki
+ciekawe aranżacje
+okładka
+klimat
Wady:
-brzmienie


Ocena końcowa: 8,5/10



Ciekawostki:
-za kobiece partie wokalne odpowiedzialna jest Sarah Marrion
-wszystkie orkiestracje zostały nagrane przez The Raptured Symphony Orchestra
-poprzez różne filtry, okładka zdobiąca "Gothic" przedstawia nam...bluzę Matta Archera zawieszoną na stopie perkusyjnej

2 komentarze:

  1. Z takich ciekawostek, które możesz dopisać przy recce najciekawsza jest ta że to co jest na okładce to bluza perkusisty Matta Archera zawieszona na stopie perkusyjnej. Ponadto plotki twierdzą ze wszystkie partie gitar zostały tu nagrane przez Grega Mackintosha zaś Aaron Aedy de facto nie uczestniczył w sesji, choć został wymieniony w książeczce. Co do samej recki zgadzam się0 w 100 procentach. W latach 90-ych strasznie jarałem się tym albumem i w ogóle uważam go nawet za najlepsze dokonanie PL. Jak człowiek kupił sobie lepszy sprzęt grający to zaczął dostrzegać mankamenty chociażby to koszmarne brzmienie, słabsze nawet od tego co było na Lost Paradise. Obecnie uważam że autentycznie dobry Paradise Lost zaczął się na Shades of God a to co było wcześniej to de facto są ich demówki. No i oczywiście nazywanie tego albumu metalem gotyckim jest nieporozumieniem. Ten gatunek PL owszem grali ale bardziej na Icon, Draconian Times czy One Second (choć tam to już był bardziej rock gotycki). RadomirW

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawostki na pewno zaktualizuję. Z kolei, również uważam, że najlepszy okres dla Paradise Lost zaczął się od "Shades Of God", choć nie mniej jednak "Gothic" także sobie cenię w miarę wysoko.

      Usuń